niedziela, 16 września 2018

#17 Co się z tobą działo?!

Witajcie moi Drodzy!
Jak tam po pierwszych dwóch tygodniach szkoły? Chodzicie chętnie, czy po dwóch dniach wam się odechciało?
U mnie to największy problem jest ze wstawaniem! No popatrzcie! Na polu zimno, zachmurane, a ty wstawaj! Jednak lepsze to niż się nudzić całymi dniami w domu. A jak z wami?
W dzisiejszym poście skupimy się na Nadii. Co się z nią przez ten czas działo? 
Zapraszam!


 - Nie mogę uwierzyć, że to ty!
- Ja też ciebie z początku nie poznałam. Zmieniłaś się...
-Zestarzałam się, a nie zmieniłam! A ty...Nie mogę się na ciebie napatrzeć! Tak spoważniałaś...
-Hahaha! Przestań! Bo zacznę myśleć, że jesteś mamą, a nie siostrą!
 - Ale...co się z tobą działo?! Przez tyle lat nie dawałaś znaku życia! Wiesz jak się martwiliśmy? Wiesz jak czuli się rodzice? Pomyślałaś o nich?
- Szczerze powiedziawszy to nie. Dopiero niedawno zaczęły się we mnie budzić "ludzkie uczucia". Mówią, że lepiej późno niż wcale, ale widzę, że i tak się spóźniłam. Że już z nimi nie porozmawiam, nie było mnie przy nich, kiedy zbliżali się do kresu życia.
- Jestem ci winna wyjaśnienia. Opowiem ci wszystko, co się działo przez te lata.
Powodem tego wszystkiego było to, że czułam się winna śmierci Tymka. Jakbym to ja, własnymi rękami go...
Czułam, że wszyscy mnie o to obwiniają. Nie chciałam być ciężarem. Nie chciałam,żeby rodzice musieli na mnie patrzeć codziennie, po tym co zrobiłam.
Uciekłam z domu w nocy. Już wcześniej wynajęłam mieszkanie, więc miałam się gdzie podziać. Wszystko było już urządzone i tylko na mnie czekało.
Zaczęłam liczyć sama na siebie. Sama musiałam od wtedy sobie ze wszystkim radzić. Dobrym początkiem dla podejmowania własnych decyzji, była zmiana wizerunku. Niby nic, ale jednak nikogo nie pytałam o zdanie. Ja o wszystkim decydowałam.
Znalazłam pracę jako artystka sceniczna. Musiałam nauczyć się grać na gitarze i opowiadać dowcipy! Kto to widział?! Ja chciałam śpiewać!
Uroki mieszkania w bloku...Nieprzespane noce, hałasujący sąsiedzi...oczywiście nie wszyscy!
Wiesz, że Penny Pizzazz była moją sąsiadką? Ona przecież z tobą pracuje! Jakby chciała, to by od razu ci powiedziała gdzie jestem! Ale z tego co wiem nie pałacie do siebie sympatią, prawda?
I tak mało czasu spędzałam w mieszkaniu...Wolałam chodzić po mieście, zwiedzać, poznawać ludzi. Kilka razy cię widziałam, ale nie odważyłam się podejść.
Wy chyba rzadko odwiedzacie San Myshuno? Lepiej było wtedy dla mnie. Potrzebowałam więcej gotówki, więc grałam koncerty na ulicy i nie bałam się, że ktoś znajomy mnie zobaczy.
Zawsze mogłam sobie dorabiać w barze karaoke. Mało osób tam przychodziło, niezbyt popularny był to bar, ale nie mogłam wybrzydzać.
Właśnie tam poznałam Oksanę. Razem zaczęłyśmy śpiewać, a potem rozmawiać. Do nikogo innego nie miałam takiego zaufania jak do niej. Zostałyśmy przyjaciółkami. Nie miałyśmy żadnych tajemnic. Ona jedna wiedziała, dlaczego jestem sama.
W międzyczasie, poczułam co to znaczy się zakochać.
To co było między mną, a Radosławem wydawało się być bardzo poważne.
Po niedługim czasie...

Zostaliśmy parą.
 Po kilku miesiącach miałam dość mojego mieszkania. Co chwila się coś psuło! A pod moim łóżkiem zalęgły się myszy! Tyle dobrze, że zawsze mogłam iść na skargę do administratorki budynku, która przysyłała do mnie złotą rączkę. Ale i tak moim celem była zmiana mieszkania!
Nie spodoba ci się to...Utrzymywałam kontakt z Martyną. Kilka razu odwiedziła mnie Kornelia.
Odeszłam, żeby zapomnieć, a tutaj...
Po prostu...chciałam być pewna, że nic im nie brakuje. Zawsze byłam gotowa im pomóc. Chciałam wynagrodzić im to co się stało...
 Widziałam, że Mari nic do mnie nie ma. To była ulga. Uważa, że śmierć Tymka to był wypadek. Nie wie, że to ja nie wyrzuciłam tej przeklętej nigri z rozdymki!
Ale i tak, Oksana zawsze mnie wspierała. Tłumaczyła, że skąd mogłam wiedzieć, że tak się to skończy, że ta potrawa była trująca...Czułam się trochę zażenowana, że ona tak mi pomaga, a ja nic nie mogę dla niej zrobić...ale niczego nie oczekiwała. Była dla mnie jak siostra. Bez obrazy...
Zatrudniłam się w innym klubie. Już takim bardziej prestiżowym. Moim zadaniem było przede wszystkim przygrywanie na fortepianie. Ale czasem popisywałam się wokalnie!
To miejsce odwiedzało więcej ludzi niż tamten bar. Nareszcie poczułam się spełniona! Że robię to co chciałam, że inni mnie słuchają, że umilam im czas!
"Mam dla pani propozycję..."- te słowa długo dźwięczały mi w uszach. Jeszcze wypowiedziane przez Diego Lobo! Rozumiesz! TEGO Diego Lobo! 
Nie owijał w bawełnę.
"Ma pani talent muzyczny i wokalny. Już kilkanaście wieczorów przysłuchuję się pani popisom. Jestem pod wrażeniem i myślę, że moglibyśmy nawiązać współpracę. Proszę do mnie zadzwonić, kiedy pani wszystko przemyśli."
Była taka szczęśliwa! On mógł zrobić ze mnie gwiazdę! Mogłam wybić się na szczyt!
Dlatego, ostro wzięłam się do roboty. Uczyłam się coraz lepiej grać, coraz lepiej śpiewać...
Martyna cieszyła się moim szczęściem. Życzyła mi jak najlepiej. Bardzo trzymała kciuki, żeby się wszystko udało!
Nasza miłość z Radkiem kwitła...Czułam, że jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie...
Gra pomagała mi się uspokoić, wnosiła radość do mojego życia. Nawet w te smutne, deszczowe dni...

Aż pewnego dnia odwiedziłam Oksanę...Była w ciąży. Dlatego nie miała już czasu na spotkania. Musiała bardzo dbać o siebie i o dziecko.
 Miała partnera, ale wiem również, że byli wtedy ze sobą bardzo krótko.
Oksana wyznała, że przestraszył się odpowiedzialności i zwiał. Pokłócili się o to na środku ulicy!
Wtedy poczułam, że nareszcie mogę jej pomóc. Podziękować za ten cały poświęcony czas i wspierać ją i jej dziecko.
Oksana, oczywiście, była przestraszona. Nie miała tutaj żadnej rodziny, więc jej dziecko miało tylko ją, ale bardzo się cieszyła. Powiedziała mi, że jest w takim wieku, że już najwyższa pora na założenie rodziny.
Przez jej słowa, dopiero zaczęło do mnie docierać, że lata lecą, a ja nie mam nikogo. Że twoje dzieci pewnie idą już do szkoły, a ja byłam sama. Radosław nie dawał mi żadnych deklaracji.
Po raz pierwszy zapragnęłam mieć męża, dzieci...
Jakiś czas później odwiedziłam moją przyjaciółkę. Niedawno urodziła i chciałam jak najszybciej zobaczyć maluszka.
To była dziewczynka! Dostała na imię Iga.
Jejku! Była taka malutka!

Wieczorem spotkałam się z moim chłopakiem. Poruszyłam temat naszej przyszłości, ale on nie chciał słuchać. Nie chciał się wiązać na poważnie. I dopiero wtedy to sobie uświadomiłam.
Jak on to powiedział? Chciał być "wolny"? Nie być usidlonym przeze mnie. Chciał się bawić. "Używać życia"!
Chyba mu tylko w tym przeszkadzałam. Nie chciał się wiązać?! Trzeba było mnie już dawno zostawić, a nie robić niepotrzebną nadzieję!
Może trochę winy było z mojej strony. Ale on ucinał wszelkie rozmowy.
Otworzyłam nareszcie oczy. Nie mogło być tak pięknie. Rozstaliśmy się.

Ja leczyłam złamane serce, a Iga rosła jak na drożdżach!
Spędzałam tam coraz więcej czasu. Zostałam "ciocią"! Kiedy widziałam, jak ona się śmieje, moje smutki odchodziły gdzieś daleko.
Oksana nie szukała nikogo, kto zastąpiłby Małej ojca. Sama, z moją pomocą, super sobie radziła.
Iga była jej małą księżniczką.
Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. Jeszcze tej samej jesieni...
 Wszystko działo się tak jak zwykle. Oksana zajmowała się Igą, a ja zajmowałam się rozwijaniem mojej kariery.
 Wieczory i poranki stawały się coraz chłodniejsze, ale w ciągu dnia temperatura drastycznie wzrastała. Mimo to Oksana z córką uwielbiały siedzieć przy kominku.
 Tego dnia odwiedziły mnie w moim mieszkaniu. Śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym...Planowałyśmy jesienne porządki...
 Mała była bardzo zadowolona! Przewróciła mi dom do góry nogami, a mi to wcale nie przeszkadzało. Cieszyłam się obecnością tego małego Aniołka.
 Wieczorem dostałam wiadomość. Oksana nie żyje!

 Nie wygasiła kominka, było strasznie gorąco, otwieranie okien nic nie pomogło...
 Przegrzanie organizmu. Nie było już ratunku.
Cud, że sąsiedzi zdążyli wynieść Igę, zanim podzieliła los swojej mamy.
To był dla mnie szok. W ciągu pół roku straciłam dwie najważniejsze osoby.
Poczułam, że zostałam sama.
Ale dopiero później pomyślałam o Idze. Była taka malutka, bezbronna, nie miała nikogo. Oksana nie miała tutaj rodziny, a jej ojciec nie chciał mieć z nią nic wspólnego.
Mogła trafić do Domu Dziecka. Być skazana na samotność, brak miłości. Nie mogłam na to pozwolić. Dlatego to ja ją przygarnęłam. Sprzedałam mieszkanie moje i Oksany i wynajęłam większe, tak abyśmy mogły żyć jak na rodzinę przystało, a nie ciaśnić się w moich czterech ścianach.
 Kiedy wy byliście na wakacjach, ja odwiedzałam groby rodziców i Tymka.
Mój ból nareszcie minął i nauczyłam się żyć bez poczucia winy. Ale nadal bałam się wrócić i przyznać ci się do wszystkiego.
Przez adopcję Igi, musiałam zrezygnować z moich marzeń o zostaniu gwiazdą.
Ale mając poparcie pana Diego, szubko znalazłam pracę w eleganckim klubie.
 Już nie musiałam się martwić finansami. Teraz chciałam wychować moją mała Królewnę.

Jeju! Jaka ona jest podobna do Oksany. Małe oczka, usteczka...Tylko włosy ma po tatusiu, ale jest śliczna! Musisz ją poznać!

Cdn...

2 komentarze:

  1. Biedna Oksana,Twoje opowiadania są zawsze takie ciekawe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo! Ach! Tak mnie tchneła wena na ten wątek...Nie mogłam zostawić tej sprawy bez wyjaśnienia. Ale nie wiem czy jeszcze kiedyś taka historia się powtórzy. Na razie nie mam pomysłu i skupiam się na zwyczajnej rozgrywce.
      Ale może...kto wie?

      Usuń